52 mgnienia gendera

Mocą australijskiego filmu jest nie to, że mierzy się z wyzwaniem transpłciowości, lecz fakt, iż nie stawia owego wyzwania jako swojego centralnego problemu i tematu.

Film obejrzałem w odrestaurowanym w 2015 roku Regent Street Cinema. To właśnie w tym kinie po raz pierwszy brytyjska publiczność mogła obejrzeć ruchomy obraz. W 1896 roku bracia Lumière zorganizowali tam pokaz swoich kilkudziesięciosekundowych nagrań. Świadkowie – w liczbie 54 – tego przełomowego wydarzenia zapłacić musieli po jednym szylingu (mniej więcej tyle samo kosztował wtedy kufel piwa).

Pokaz „52 wtorków” był bezpłatny i odbył się w ramach obchodów miesiąca historii LGBT, zorganizowanych przez pracowników Uniwersytetu Westminsterskiego. Fakt, że takie wydarzenie przebiega dziś bez kontrowersji, jest dowodem innego, społeczno-kulturowego przełomu ostatnich kilku dekad.

Dekontestacja transpłciowości

Poświadcza to treść filmu Sophie Hyde. Jego główną bohaterką jest 16-letnia Billie, której matka, Jane, oświadcza pewnego dnia, iż postanowiła rozpocząć proces zmiany płci. Dziewczyna będzie w związku z tym musiała przeprowadzić się do ojca, z którym Jane – lesbijka – jest rozwiedziona, lecz utrzymuje dobre relacje. Rozłąka potrwać ma rok, w czasie którego Billie i Jane (a docelowo James) spotykać mają się co tydzień, we wtorki, by spędzić ze sobą kilka godzin po południu i wieczorem.

Gdyby film kręcony był na innej półkuli, pod inną długością i szerokością geograficzną (na przykład w Polsce), osią dramatu byłyby zapewne zmagania Jane/Jamesa z powszechną nietolerancją, wykluczeniem i agresją wobec osób transpłciowych. Jak się jednak okazuje – lub jak chce to okazać reżyserka – w Australii proces zmiany płci, sam w sobie niewyobrażalnie trudny dla zainteresowanej lub zainteresowanego, nie wywołuje podobnych emocji. W zasadzie wszystkie osoby otaczające Jamesa, każda na swój sposób, starają się go wspierać.

I właśnie ta normalność, z którą traktowana jest przemiana Jane w Jamesa, jest dowodem stopnia dojrzałości społecznej, jak też – gdy zostaje wpisana w film – niezwykle skutecznym narzędziem kształtowania owej dojrzałości. Dowolny dyskurs ma bowiem szansę zdominować świadomość społeczną wyłącznie na drodze normalizacji – czy też, jak określa to teoretyk polityki Michael Freeden, dekontestacji – swoich kategorii. „52 wtorki”, ukazujące w nienachalny sposób „zwykłość” procesu zmiany płci, objawiającą się nie medyczną bezproblemowością jego przebiegu, lecz akceptującą reakcją bliskich osoby transpłciowej, służą oswojeniu i odczarowaniu tego, co dla wielu wciąż jest nieznane i niezrozumiałe.

Przemieszczenie granic

O czym jednak, poza tym – albo i przede wszystkim – jest ten film? Na pierwszy plan wysunięta zostaje tu historia Billie, przechodzącej skatalizowany przemianą matki proces dojrzewania. Nie sposób bez zdradzania szczegółów fabuły opowiedzieć o kolejnych punktach tego procesu. Jednak właśnie poprzez skupienie uwagi widza na perypetiach szesnastolatki, na doświadczenia Jane/Jamesa spoglądamy nie wprost, lecz z Żiżkowego ukosa.

Pozwala to dostrzec także socjologiczny wymiar losów Billie i Jane/Jamesa. Nasza tożsamość nie jest bowiem esencjalna. Zostaje nam ona narzucona z zewnątrz, w spojrzeniach i ocenach, wymaganiach i żądaniach formułowanych wobec nas przez innych. Tak konstruowana jest także świadomość własnej płciowości. Jane/James podejmuje kurację hormonalną, aby uzyskać zewnętrzny wygląd zgodny z pewnym społecznie akceptowalnym wyobrażeniem męskości. Wzorzec ten w głowach mają jednak nie tylko inni ludzie, lecz także James. Spoglądając w lustro – lub filmując i oglądając kolejne etapy swojej przemiany – ocenia sam siebie w kontekście zinternalizowanego obrazu męskości.

Z podobnymi problemami boryka się Billie, poszukująca granicy pomiędzy tym, co uznawane jest za dopuszczalną w jej wieku formę nieposłuszeństwa a zachowaniem transgresyjnym, łamiącym usankcjonowane normy – bez względu na to, czy chodzi o posługiwanie się sztućcami, czy formułę relacji seksualnych. Ostateczną instancją i źródłem wewnętrznego spokoju, tak dla Billie, jak i dla Jamesa, będzie ich wzajemne pogodzenie i akceptacja.

Film godny jest uwagi z jeszcze innego powodu. Otóż rzeczywiście kręcony był on w ciągu roku, w każdy kolejny wtorek. Realizmu opowieści dodaje jednak przede wszystkim to, że Del Herbert-Jane, który/która najpierw pełnił/pełniła funkcję konsultanta ds. gender, a ostatecznie otrzymał/otrzymała rolę Jane/Jamesa, prywatnie nie identyfikuje się z żadną płcią, uznając dominującą, binarną wizję płciowości za nieadekwatną.

Raz jeszcze powtórzmy: „52 wtorki” są dowodem przełomu, który polega na znaczącym przemieszczeniu granic normy i nienormalności.

52 Tuesdays (2013)
reż. Sophie Hyde

Fot. my52tuesdays.com

Dodaj komentarz