Anioł śmierci literatury (1)

Spłonęły wszystkie moje wykwintne zeszyty w linie bez marginesu,
spaliło się archiwum pomysłów, które miałem w głowie,
skończyła się literatura.

Kilkoma niedawnymi wpisami (1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11) konstruowaliśmy aparaturę interpretacyjną zdolną przezwyciężyć ograniczenia związane z tekstualnością jako warunkiem inteligibilności przedmiotu interpretacji. Nadszedł czas, by tę aparaturę wprawić w ruch.

Zacznijmy od tezy mocnej niczym spirytus rektyfikowany: „Pod mocnym aniołem” Jerzego Pilcha to nie alkoholowy epos, wódczany poemat bądź wysokoprocentowa oda; to nie wzniosła apostrofa do wielkiego chlania i nie hymn ku czci wiekuistego pawia. Nie jest literackim esperalem, delirycznym testymonium, frenetyczną metanoją czy czymkolwiek podobnym, czemu dziwacznie brzmiącą nazwę chcieliby nadać krytycy. (Znajomość słownika wyrazów obcych nie jest w stanie zakryć głębinnej nicości w miejscu, gdzie człowiek zwykle trzyma serce).

Tematem i problemem, zagadką i wyjaśnieniem tej powieści jest koniec literatury i wynikająca z niego konieczność tryumfu miłości.

Kilka permutacji poprzedniego zdania uczyni myśl bardziej przystępną. A zatem: koniec literatury jest warunkiem tryumfu miłości – warunkiem koniecznym (jak każdy koniec), acz niewystarczającym. W nieco innym wydaniu napisać można: aby kochać i być kochanym, należy zapomnieć o literaturze. Miłość schwytana w literaturę przestaje być uczuciem zmysłowym – staje się czymś obcym, przeżywanym w wyuczony sposób, ponieważ uwikłanym w język, a ten jest czymś wobec nas zewnętrznym i nam narzuconym.

Zestawmy przeciwstawne sobie na pozór stwierdzenia. (1) Opowieść nie kończy się tam, gdzie kończy się język zdolny ją wyrazić. (2) To, czego język nie potrafi opisać, nie jest już opowieścią.

Jak to rozumieć? Zdarzenia dzieją się niezależnie od naszej zdolności ich opowiedzenia. Część z nich mieści się w przestrzeni tekstualności i inteligibilności, i je można opisać. Reszta istnieje, lecz niepodobna ją opowiedzieć. (W tym sensie istnieje poza-tekst). Opowieść toczy się do momentu, w którym kończy się zdolność jej opowiedzenia. Ale nie jest to koniec opowieści zgodny z wymogami narracji. Niemożliwa do opowiedzenia opowieść toczy się dalej.

Co może być momentem, od którego zaczyna się nieciągłość?

– Kocham ciebie, ale tego nie planowałam (…)
– Ja też nie planowałem tej miłości, szczerze mówiąc, miałem zamiar… Wszystko jedno zresztą, jaki miałem zamiar.

Standardowa historia brzmiałaby następująco: kiedy pojawia się miłość, kończy się literatura. Zastępuje ją poznanie zmysłowe, które jest nieprzekładalne na język.

Poczułem zapachy i wyzbyłem się delirycznych obaw, literatura skończyła się definitywnie, w moim pokoju ktoś niezbicie był.

Istotą niniejszych elukubracji jest jednak stwierdzenie odmienne: miłość pojawia się dlatego, że kończy się literatura. To koniec literatury jest przyczyną miłości – nie odwrotnie.

Ciąg dalszy nastąpi.