Anioł śmierci literatury (3)

Otóż albo jesteśmy parą, albo nie. Jak jesteśmy, to nie tylko włazimy sobie na głowę, ale też na ramiona, piersi, tułów, ręce, nogi, płuca, nerki, serce, też na flaki, mózg, ślepą kiszkę. Do zesrania, uduszenia, utraty wszystkiego — swoistości, indywidualności i wolności zwłaszcza. Nie ma dystansu, respektu i innych klęsk — jest wzajemne pożeranie siebie. Jeśli szczerze kochasz, w zasadzie cię nie ma.

Co jednak zrobić, kiedy my nie zostaje zrealizowane? Kiedy akt odpodmiotowienia, zakwestionowania siebie, nie zostaje dopełniony? Kiedy skok w ciemną przepaść nie kończy się pochwyceniem przez mocnego anioła?

Literatura się wyczerpuje, gdyż znika podmiot zdolny zestawiać słowa w akapity i zdania. Pozostaje trwanie w przerwie po ostatniej kropce, w przerwie, która nie zaistnieje, o ile nie zostanie dopisany ciąg dalszy. W ten sposób przerwa jako brak treści wymaga treści dla uobecnienia własnej pustki. Dopóki ów dalszy ciąg się nie pojawi, dopóty nie zwolni się kurczowe chwytanie się kropki i tego, co przed nią było.

Niby widzę na horyzoncie dogodne wieżowce, ale po pierwsze, skok z wieżowca wielką oryginalnością nie tchnie, ja zresztą nie oryginalności, ale skuteczności wypatruję;

Poczucie nieważkości (lub tylko nieważności) wzmaga się wraz z bliskością końca. Wyobrazić sobie niewyobrażalne: świadomość roztrzaskującą się o jednostronną ścianę doskonale czarnej śmierci. Za nią niczego nie da się przenieść. Chyba tylko samą zdolność niesienia jaźni, a i to nic pewnego.

Byłżeby to ów pierwotny brak, owa aboryginalna wklęsłość duszy, jedyna o nas prawda?

Brak, z którym ścigam się daremnie.

Odrzucić jednak trzeba mizoginiczne mniemanie, jakoby pęknięcie, z którym się rodzimy, było znamieniem niedoskonałości. Gdyby Freud była nie-mężczyzną, mówiłaby o zazdrości o waginę, a nie o penisa.

Tylko tęsknota jest doskonała.

Tęsknota za kimś jest zawsze tęsknotą za sobą w towarzystwie tej osoby. W przypadku tęsknoty za kimś, kogo kochamy, tęsknimy za najlepszą wersją samych siebie. Miłość nie jest bowiem emocją skierowaną od jednej osoby ku drugiej. Miłość jest uosobionym brakiem, zastępującym podmiot, ofiarujący siebie w całości, dążący do całkowitej dysolucji, która jest

wymodloną redukcją świadomości.

Nieodwzajemnienie miłości to przeto nie odrzucenie czyjegoś uczucia, lecz tego, kto kocha, w całości.

Miłość nie jest więc kwestią życia i śmierci, a wyłącznie śmierci. Odwzajemniona oznacza odrodzenie podmiotowości, pozbawionej jednak znamion indywidualnych. Nie odnajdująca wzajemności – wiedzie do negacji braku, który niegdyś posiadał imię i potrafił płakać.

Przesadziłem z tęsknotą za samotnością, z jej spełnieniem, z jej uprawianiem, przesadziłem z samotnością.

Zatem tylko tęsknota jest ziszczonym ideałem, bowiem nikt tęskniący nie tęskni za wyższą formą tęsknoty. A nawet jeśli, to czyż pragnienie pragnienia nie wyczerpuje znamion doskonałości?

(Tu rękopis się kończy albo urywa)

Nie ma już pisania, jest strach przed postawieniem kropki — za nią nic nie będzie. Stawiać można kropkę wtedy tylko, kiedy jest się pewnym, co będzie potem. Śmielej rzecz ujmując, dokonując kopernikańskiego przewrotu w teorii interpunkcji: kropka nie jest końcem zdania, lecz integralną częścią kolejnej sentencji.

Śmierć literatury to czekanie na miłość, o której wiemy na pewno, że nie nadejdzie. W tym (i tylko w tym) sensie mówić można, iż nie ma literatury bez nadziei.

Zobacz też: Anioł śmierci literatury (1), Anioł śmierci literatury (2)

Dodaj komentarz