Autoportret bez nadziei

Nie interesują mnie tu kontrowersje wokół niedawno wydanej biografii pisarza: choć w oczywisty sposób powieść Jerzego Pilcha jest autobiograficzna. Pokażcie mi jednak wypowiedź, która autobiograficzna nie jest.

Jedną z cech dobrej literatury jest zdolność przekonania czytelnika o pokrewieństwie emocjonalnym z narratorem. W moim przypadku Pilchowi udaje się to prawie zawsze, choć na innych planach nasza wzajemna obcość zdaje się nieprzezwyciężona (np. w odróżnieniu do niego nie jestem kochliwy).

„Tylko tęsknota jest doskonała”, stwierdza na ostatnich stronach „Portretu młodej wenecjanki”*. Doświadczenia nie można bowiem powtórzyć, dopowiedziałbym (za Kierkegaardem). Dorzućmy do tego Nietzscheańskie dictum o konieczności przezwyciężania resentymentu i otrzymamy, z grubsza rzecz biorąc, ramy (nie)możliwej pociechy.

Tęsknota, tło beznadziejne wszelkich doświadczeń, dopada w najmniej oczekiwanych chwilach, jednocześnie paraliżując i wstrząsając; niezrównany jest pod tym względem dygot po przebudzeniu ze słodkiego snu i ponownym odkryciu braku.

Wszechnieobecność, nowotwór językowy i egzystencjalny, przyklejający się do każdego atomu każdej chwili, uniemożliwiający ucieczkę – jak bowiem uciec przed czymś (kimś), czego (kogo) nie ma? Jak zakończyć rozmowę nieskończoną? Jak nauczyć się, że po drugiej stronie jest milczenie?

Owszem, wszystko to można zredukować do podstawowych instynktów, można rozpisać w kategoriach Freudowskiej czy Lacanowskiej psychoanalizy. Oznacza to jednak poszukiwanie pocieszenia w fakcie, iż nasze jednostkowe doświadczenia są typowe dla innych egzemplarzy gatunku ludzkiego. Czyli: unieważniam siebie i swoje emocje jako niewyjątkowe. Dlaczego jednak miałoby to znaczyć, że emocje te są nieprawdziwe i niebolesne?

Niewiele jest rzeczy trudniejszych do zaakceptowania od świadomości naszej drugoplanowości w życiu kogoś, kto jest bohaterem naszego życia pierwszoplanowym. Być może tylko jedna, powiązana z tym rzecz jest trudniejsza do akceptacji: nonszalancja wobec miłości, która sama w sobie zasługuje na szacunek – nie ze względu na osobę, która została nią dotknięta (tak właśnie!), lecz przez samą wyjątkowość uczucia przekraczającego czas i przestrzeń, niewyczerpanego, niespełnionego.

Jerzy Pilch, Portret młodej wenecjanki, Kraków 2017.

* Powinno być chyba: „Wenecjanki”, obywatelki Republiki Weneckiej.

Dodaj komentarz