Ayreon: ciągłość i zmiana

Każdy kolejny album Ayreona jest taki sam jak poprzedni, tylko że bardziej. W przypadku tego artysty to jednak nie wada.

Najnowsza produkcja holenderskiego multiinstrumentalisty, zatytułowana niepozornie „Theory of Everything”, wydana została kilka miesięcy temu. Dopiero teraz znalazłem dłuższą chwilę, by wybrać się z Arjenem i jego gwiazdorską (a może gwiezdną?) drużyną w kolejną, bezkompromisową, progresywną eskapadę. Nie bez przyczyny piszę o dłuższej chwili. Rozszerzona edycja albumu to 4 płyty CD, zawierające łącznie prawie trzy godziny muzyki. Jest tak jednak tylko dlatego, że Lucassen postanowił do 2-płytowej podstawy dodać dwa dyski z tym samym, ale w wersji instrumentalnej.

Nie zamierzam przytaczać tutaj listy muzycznych fellow-travellersów nowej odsłony Ayreona, bo po to wymyślono Wikipedię. Zachętę do przesłuchania płyty – tak, jak płyt słuchać należy, to znaczy w słuchawkach i z tekstem przed oczami – oprzeć chcę na innej argumentacji.

Z wyprawianiem się w kolejną, podobną do poprzednich podróż z Ayreonem jest tak jak z ponownym czytaniem tych samych książek. Dla niektórych jest to czynność zbędna, do innych przemawia myśl, że choć może poddana kolejnej lekturze książka jest ta sama, to my jesteśmy inni. Czy jest to zatem doświadczenie nowe, czy podobne? Pytanie to ma związek z derridiańską koncepcją iterabilności jako warunku sensu. Nie idźmy jednak teraz aż tak daleko.

Powtórzenie jest ważne dla naszej indywidualnej tożsamości. Dzięki niemu możliwe jest postrzeganie siebie jako osoby. Poddając się działaniu bodźca wyzwalającego przeżywane kiedyś wrażenia, oddajemy się skomplikowanej, lecz niezbędnej grze tożsamości i różnicy. Jesteśmy zarazem tacy sami i inni, bo zmienia się kontekst naszego przeżywania samych siebie. Dowiadujemy się, że wewnętrzna koherencja jest szlachetną fikcją, zyskując tym samym margines wolności.

Powtórzenie staje się wehikułem bezczasu, zdolnym przenieść nas w przestrzeń poza linearnymi siłami grawitacyjnymi Przeszłości i Przyszłości. Czym bowiem różni się niezwykle silne, wywołujące niekiedy fizyczne, zmysłowe efekty wspomnienie od tego, co przeżywamy w teraźniejszości? Słuchanie tej samej muzyki, tęsknota za zapachem ciepłego deszczu lub czyjąś akceptującą bliskością nie muszą być zatem melancholijne. Mogą być twórczym starciem z tym, co niegdyś nas poruszyło. Starciem, w wyniku którego dowiemy się więcej o nas samych.

Przesłanie na Nowy Rok jest więc optymistyczne: nie bójmy się wracać do przeszłości, bo może być źródłem odmiennych doświadczeń. Ayreon to doskonaly przykład na ten paradoks, tak zresztą jak cała progresywna muzyka, stanowiąca dziwaczną mieszankę innowacji z tym, co doskonale znamy. Intymna relacja ciągłości i zmiany jest, jak zawsze, warunkiem wszelkiej możliwości.

PS Zamieszczony powyżej klip nie pochodzi z „Theory of Everything”, a z wydanego przez Lucassena w 2012 roku pod własnym nazwiskiem albumu „Lost in the New Real”. Tekst i muzyka utworu mówią same za siebie.