Colin Mochrie i gra resztkami

NotQuiteTheClassicsFeat

W post(post)nowoczesnym świecie, poza wiecznym powrotem do tego, co było, poza permutacją wariacji rozpoznanych możliwości, nie pozostaje nam nic. Osobiście sądzę, że konieczne jest zwyczajnie kolejne odczarowanie świata, które wyniesie naszą świadomość na wyższy poziom. Zapewne wymagać będzie to kontaktu z cywilizacją pozaziemską. Tymczasem gramy resztkami, a za kosmitów uznajemy tych, którzy zdają się dysponować jakimś ponadczłowieczym zmysłem.

Colin Mochrie, kosmita z Kanady, został improwizatorem dlatego, że nie lubi pracować. Gdyby był zwykłym aktorem, musiałby wkuwać dialogi, pamiętać gdzie stanąć i do której kamery zwracać profil. Improwizując, musi być jedynie kreatywny i szybki w reakcjach. Dlatego na propozycję własnego agenta, by napisać książkę, zareagował z niechęcią, albowiem wiązać musiało się to niechybnie z wykonaniem pewnej pracy.

Szczęśliwie dla czytelników, Colin podjął się w końcu zadania. Efektem jest zbiór żartobliwych opowiadań, opartych na genialnym w swej prostocie założeniu. Autor odwołał się do znanej wśród aktorów-improwizatorów gry. Polega ona na podsunięciu partnerowi pierwszego i ostatniego zdania wypowiedzi, której środek wymyślić należy ad hoc (no co ty, Stefan?!).

Dla autora Not Quite the Classics inpirację stanowiły pierwsze i ostatnie zdania słynnych dzieł literackich. Pośród autorów, którzy padli ofiarą tego kapitalno-analnego pasożytnictwa są m.in. Arthur Conan-Doyle, Mary Shelley, Charles Dickens oraz Kurt Vonnegut.

Jestem w trakcie lektury książki, zatem niniejszego tekstu nie należy w żadnej mierze uznawać za recenzję, lecz raczej za deklarację admiracji i inspiracji. Od teraz bowiem, przez 75 kolejnych wpisów (albo do znudzenia) postaram się, ku grafomańskiej autorozkoszy, zagrać wedle reguł zaproponowanych przez Colina Mochrie. Czego życzę i innym.

Dodaj komentarz