George Carlin i nie-możliwość etyki nie-antropocentrycznej

Czy możliwa jest etyka nie-antropocentryczna? To pytanie nasuwa się w związku z lekturą klasycznego tekstu Hansa Jonasa „Technology as a Subject for Ethics” z 1982 roku.

W tym krótkim eseju Jonas wzywa do poszerzenia zakresu przedmiotowego etyki. Skoro nasza technologia zdolna jest do zniszczenia całokształtu życia, człowiek powinien zacząć czuć odpowiedzialność za całokształt przyrody:

Ten poszerzony zasięg ludzkiej mocy, przełamując horyzont czasoprzestrzennego sąsiedztwa, przełamuje jednocześnie antropocentryczny monopol większości wcześniejszych systemów etycznych, religijnych i świeckich. To zawsze ludzkie dobro miało być przedmiotem troski, interesy i prawa bliźnich miały być szanowane, krzywdy im wyrządzone miały być naprawione, ich cierpienie miało być zmniejszone. (…) Monopol człowieka na wzgląd etyczny jest przełamany dokładnie poprzez uzyskanie przez niego nieomal monopolistycznej władzy nad pozostałym życiem. Jako wielka plantarna siła, nie może on już myśleć wyłącznie o sobie.

Generalne podejście filozofa do etyki w kontekście współczesnych technologii, zdolnych – z uwagi na swą masową skalę – do całkowitego zniszczenia świata, wyrazić można hasłem, które zna każdy fan Spidermana: „With great power comes great responsibility” (niektórzy – ignoranci – przypisują to stwierdzenie Wolterowi). Jonasowi idzie jednak o coś więcej.

Współcześnie cała biosfera powinna stać się przedmiotem etycznej odpowiedzialności człowieka. Jonas podaje kilka argumentów. Pierwszy dotyczy odpowiedzialności wobec kolejnych pokoleń – nie powinniśmy pozostawiać im Ziemi uboższej o inne formy życia. Gdyby jednak pozostać przy tym tylko argumencie, nie wykraczamy poza antropocentryzm, ponieważ wezwanie do ochrony pozaludzkiego motywowane jest wyłącznie ludzką korzyścią. „Właściwie zrozumiane włączenie istnienia bogactwa [życia] jako takiego w ludzkie dobro, a zatem włączenie jego zachowania jako ludzkiego obowiązku, wychodzi poza utylitarną czy jakąkolwiek antropologiczną troskę”, pisze Jonas. Ludzkie dobro ma być „sprzymierzone” z celami życia w ogóle, co wiedzie do nadaniu temu drugiemu swoistych praw.

Obowiązkiem człowieka ma być zachowanie różnorodności genetycznej jako wartości nadrzędnej. Człowiek uczyniony ma zostać strażnikiem stworzenia (co przywodzi na myśl Heideggerowskiego „pasterza bycia”). Jonas zadaje nasuwające się w tym miejscu pytanie: dlaczego powinien istnieć gatunek ludzki, taki jakim stworzyła go ewolucja? Dlaczego w ogóle powinno istnieć życie? Filozof odpowiada na te pytania trybem warunkowym: „Jeśli imperatywem kategorycznym dla ludzkości jest istnieć, to każda samobójcza gra z tym istnieniem jest kategorycznie zakazana i czynienie technologicznych zakładów [w tej grze], których nawet w niewielkim stopniu byłoby to stawką, powinno być wykluczone od samego początku”.

Taka warunkowa odpowiedź podyktowana jest świadomością, że nie ma żadnej transcendentalnej podpórki naszego istnienia. Nie ma czegoś, co czyniłoby nasze istnienie koniecznym. Etyka nie może być zatem oparta o nic innego, jak tylko o decyzję o przyjęciu jakiegoś imperatywu (jest zatem oparta o rozum jako zdolność do podejmowania takiej decyzji). Inne postępowanie oznaczałoby naruszenie autonomii – ta zaś jest dla Jonasa tą wartością, którą należy uchronić. Takie myślenie jednak powoduje, że konsekwentna etyka nie-antropocentryczna lub posthumanistyczna jest niemożliwa. Doprowadzona do końca, musiałaby oznaczać bezwzględną indyferencję, niwecząc samą siebie. Przełamując przeciwstawianie człowieka naturze, uznając ludzi za taki sam jak inne element przyrody, musielibyśmy zrezygnować z kategorii etyki jako takiej, ta bowiem jest adaptacją typową dla gatunku ludzkiego. I to nie tylko w tym sensie, że nakierowaną na jego przetrwanie, lecz także przez to, że stawiającą przetrwanie jako swą centralną wartość. Możemy oczywiście uznać, że imperatyw przetrwania jest cechą wszelkiego życia. Musimy jednak dostrzec i zrozumieć, że tylko z naszego, ludzkiego punktu widzenia ten imperatyw możliwy jest do rozpoznania.

Monolog George’a Carlina jest świetnym, spójnym logicznie, konsekwentnym postawieniem opisanego wyżej, filozoficznego problemu. Carlin pokazuje, że idee ekologiczne nie są podyktowane dbałością o przyrodę (a nawet o całą planetę) tylko ze względu na nią samą: stawką w nich jest zawsze dobrostan człowieka. Jego wywodu nie należy traktować jak próby ośmieszenia postulatów ekologicznych, ale raczej jak zwrócenie uwagi na hipokryzję, strach przed powiedzeniem wprost, że w ostatecznym rozrachunku człowiekowi zawsze chodzi o przetrwanie jego samego.