Kondycja literatury współczesnej (Stewart Lee #1)

Jeśli ktoś jeszcze nie zna Stewarta Lee, powinien szybko nadrobić zaległości. Lee, absolwent literatury angielskiej na Oksfordzie, rozpoczynał karierę standupową na przełomie lat 80. i 90. Tworzył następnie kilka programów telewizyjnych, był współautorem musicalu „Jerry Springer: The Opera”, pisał do prasy (jego felietony publikuje od czasu do czasu „Guardian”). Do stand-upu powrócił w połowie poprzedniej dekady i od tej pory wydaje dość regularnie kolejne albumy.

Typ komedii uprawianej w ostatnim czasie przez Stwarta Lee można by określić mianem ironicznej dekonstrukcji, gdyby nie fakt, że każda dekonstrukcja jest ironiczna. To może inaczej: jego najnowsze występy polegają na kwestionowaniu uprzywielejowanej pozycji komika jako nadawcy komunikatu wywołującego rozbawienie oraz krytycznej rozbiórce struktury i mechanizmu samego komunikatu. Jest to przedsięwzięcie stawiające publiczności dość wysokie wymagania, o czym najlepiej świadczy fakt, że kilka tygodni temu na występie Stewarta Lee nie był zdolny wysiedzieć krytyk „Daily Telegraph”.

Umieszczony wyżej klip to pierwszy odcinek nadawanego (jak dotąd) w latach 2009 i 2011 cyklu „Stewart Lee’s Comedy Vehicle”. Każdy odcinek poświęcony jest innemu aspektowi współczesnej kultury. Lee rozpoczyna od oceny rynku wydawniczego. Rozprawia się z bestsellerowymi powieściami Dana Browna i J. K. Rowling (np. „Harry Potter and the Forrest of Embarassment”), książkami toaletowymi, celebryckimi zwierzeniami w twardej oprawie (cenne dla zastanawiających się, czy przeczytać książkę żony premiera) oraz udającymi literaturę fotoalbumami (podobno) znanych raperów. Przypomina, że ostatnią osobą, która miała przeczytać wszystkie istniejące w jej czasach książki był Thomas Young. Był to angielski polihistor, który wniósł znaczący wkład do wielu dziedzin rodzącej się na przełomie XVIII i XIX wieku nauki. Współczesny człowiek, który przeczytałby wszystkie wydawane dziś książki, byłby głupszy od kogoś, kto nie przeczytałby żadnej.