Koniec świata relatywnego komfortu

crp
Przyszła pora, by przenieść się w dziwniejsze sfery.

„Pomiędzy snem a wspomnieniem snu, pomiędzy sekundą po zaśnięciu a minutą po przebudzeniu”. Język usłużnie podsuwa antynomie, nakazując nam deklamować wyuczony wiersz. Koniec kryje się w powziętej inicjatywie. Dociekanie sensu wypowiedzianego zdania to nie interpretacja jego ostatecznego kształtu, ale też nie badanie intencji aparatu mowy. Intencja wbudowana jest w samą zasadę mówienia i jego relację z myśleniem.

Pisanie miało być postmodernistycznym lekarstwem na nudę tradycji. Dążenie do przezwyciężenia konwencji danego trybu ekspresji z konieczności wymaga uznania, poprzez negację, obowiązywania przeszłej formy.

Pozostanie mapa myśli, złożona z nazwisk reprezentujących idee. Dyskretne przesunięcia interpretacyjne, wielokrotne, nakładające się na siebie wysiłki hermeneutyczne, wiodą do nadprodukcji znaczonego. Żadne z poprzednich stwierdzeń nie było ważne. Każda kolejna chwila spędzona na lekturze tych słów jest chwilą straconą. Próba powinna skierowana być na zrozumienie człowieka w jego indywdualności, a nie produkowanego przez niego, pozorującego koherentność zlepku cudzych myśli, wyrażonego w wyuczonym języku.

Nikt tej próby nie podejmuje. Liczy się utrzymanie ciepłoty ciała i pozostanie w sferze relatywnego komfortu. Otóż świat ten właśnie się skończył. Nadeszła pora rozstania. W nocy przyjdzie olbrzym i odgryzie ci głowę.

Pozostaje pytanie: gdzie jesteś – i dlaczego nie tutaj?