Mężczyzni, którzy nienawidzą kobiet

François Ozon jest twórcą o zmyśle estetycznym na tyle zamerykanizowanym, że jego filmy prawie pozbawione są charakterystycznej dla kina francuskiego, pretensjonalnej maniery. Jej ślady w „L’Amant Double” są, rzecz jasna, obecne, na szczęście jednak w dawce homeopatycznej, graniczącej z rzadką (choć może w tym przypadku niezamierzoną) autoironią.

Najnowszy film Ozona wpisuje się w ogarniającą kulturę współczesną atmosferę nostalgii. Ta ostatnia wyraża się zarówno sięganiem do znanych sprzed lat motywów, jak i radykalnym brakiem odwagi w rozprawianiu się ze zmorami nietolerancji i wykluczenia, które dziś znów podnoszą swoje odrażające łby.

Historia Chloé, młodej kobiety, która trafia na fotel  psychiatry, a następnie do jego łóżka, by zorientować się, że jej kochanek skrywa szokujący sekret (a w zasadzie całą serię sekretów), opowiedziana została przez Ozona w sposób tak staroświecki, iż mógłby on z powodzeniem identycznie uczynić to w latach 60. ubiegłego stulecia. Z tym zastrzeżeniem, że ówcześni twórcy, przynajmniej niekiedy, usiłowali zerwać z mizoginizmem, którym przeniknięty jest „Podwójny kochanek”.

Film ledwie zdaje popkulturowy test Bechdel – przedstawione na ekranie kobiety rozmawiają wyłącznie o mężczyznach, jeśli nie liczyć dwóch i pół rozmowy o kocie, który też zresztą jest płci męskiej. Lecz jest to wada małokalibrowa w zestawieniu z perfidnym uprzedmiotowieniem przez reżysera swojej głównej bohaterki, której nadaje on pozornie podmiotowość, aby – w końcowych partiach filmu – ujawnić jej całkowitą bezsilność.

Jednak już od początku perspektywa, w naturalistycznie dosłownym sensie, czyni Chloé przede wszystkim obiektem dla cudzego (męskiego) spojrzenia: film otwiera scena badania ginekologicznego, w której zaglądamy przez wziernik do pochwy bohaterki. Ten gwałt na intymności jest mało wyrafinowaną zapowiedzią wszystkiego, co następuje. Podczas licznych scen erotycznych cielesność Chloé przedstawiona jest bez żadnej cenzury – z kolei męskie genitalia nie pojawiają się na ekranie ani razu.

Chloé była w przeszłości modelką – wykonywała zatem zawód, którego istotą jest bycie obiektem dla męskiego spojrzenia. Teraz zatrudnia się jako strażniczka w muzeum: wielokrotnie widzimy jak zasiada na krześle pomiędzy oglądanymi przez zwiedzających dziełami sztuki, znów będąc wyeksponowaną, na widoku.

Antykobiecych tropów w filmie Ozona jest tyle, że nie sposób wszystkich ich tu wymienić. Wspomnijmy tylko jeden z najbardziej skrajnych przykładów. Oto okazuje się, że najskuteczniejszym lekarstwem na problemy psychiczne Chloé jest ostre rżnięcie. Przenosimy się zatem o kilka stuleci wstecz, kiedy sądzono, iż kobieca melancholia wywoływana jest brakiem współżycia. Bohaterka filmu okazuje się bezwolną histeryczką, której, po prostu, potrzeba chłopa.

L’Amant Double (2017)
reż. François Ozon

Dodaj komentarz