Najlepiej nie postrzegać mnie wcale

Sztuka opiera się na paradoksie, na przeciwstawieniu, mniej lub bardziej skrytej prowokacji. Umiarkowanie jest nieatrakcyjne, a bunt wobec działania jest bezruchem, ten zaś również może poczytany zostać w kategoriach rewolty, jeżeli tylko osiągnie rozmiar biernego oporu.

Nawet największy antymanichejczyk, jeśli tylko chce podobać się innym (a sztuka jest zawsze czyniona dla poklasku, zawsze jest uznaniem narzuconego rytuału i jakże śmieszni są ci, którzy myślą, że przez sztukę wyrażają siebie; wyrażają to tylko, co zostało w nich poprzez egzystencję w społeczeństwie wpisane; ekspresja prawdziwa pozbawiona jest sublimacji właściwej sztuce; jest rykiem pierwotnym, zwierzęcym wezwaniem do posłuszeństwa w rui), nawet on, ze swoją rozmytą moralnością prząść będzie kabotyńską przędzę dualistycznych przeciwstawień, konieczna dialektyka retoryki go zdradzi. Prawdziwie nowoczesny dyskurs musi być taki, jak świat, który opisuje: miałki, płynny, ale nie do granic irytacji: przeciwnie – niezaskakujący, nudny, bury, niemizdrzący się, autystyczny.

O, durni szamani, ofiary własnej prowokacji, wołające do innych, mniej zdolnych (ale w czym? w ubieganiu się o poklask!) ofiar, wierzące w rzekomą zmianę, która byłaby ucieczką od ludzkiej kondycji, a jest w najlepszym razie przetasowaniem między kastą sytych i pretendujących do sytości. I niech nie posuwają się do oskarżenia mnie o anarchizm, bo nie może mieć filozofii politycznej egoista, osobny jak bóg lub zwierzę (zdecydowanie bardziej zwierzę, bóg to przecież kolejny konstrukt umysłu zdesperowanego uwięzieniem w zwielokrotnionej podobności – tego największego z wywołujących klaustrofobię zamknięć). A tymczasem oni ulegają terrorowi, czytają dzieła filozofów (lub z ostentacją ich nie czytają), próbują się wobec nich ustawić, formułują opinie; najczęściej, aby się podeprzeć, co ambitniejsi – aby się nie zgodzić. Jedno i drugie to gra w autorytet, będącą zresztą elementem większej gry, która – jak każda gra – jest tylko zabijaniem czasu i samych siebie.

To dopiero jest utopia polityczna: ruch zgłaszający postulaty w imieniu tych, którzy nie podejmują jakiejkolwiek interakcji! Postulat pierwszy, spośród niemożliwej do wyartykułowania bez popadnięcia w niedorzeczność konstytucji: nie postrzegać nas poprzez nasze milczenie, nie ono nas bowiem określa (a co? a coś musi?!); w ogóle najlepiej: nie postrzegać nas wcale.

Dodaj komentarz