Odcinek specjalny: Arizona [wideo]

Primitive Road

Każdego dnia podróży plan jest prosty: trzeba dotrzeć z punktu A do punktu B. Problem zaczyna się wtedy, kiedy zamiast trasy najkrótszej – lub sugerowanej przez Google Maps – wybierasz tę, która wydaje ci się ciekawsza. Nasza dzisiejsza trasa była niezwykle interesująca. Zwłaszcza od momentu, w którym stwierdziliśmy, że pomyliliśmy drogę.

Rano wyruszyliśmy z Camp Verde, niewielkiego miasta położonego w samym sercu stanu Arizona. Pierwszym przystankiem był znajdujący się nieopodal Montezuma Castle – prekolumbijska siedziba ludu Sinagua.

Montezuma Castle

Montezuma Castle

Dotąd przebywaliśmy w rejonach pustynnych, dziś przemierzaliśmy natomiast tereny górskie, z charakterystyczną dla nich, bardzo zmienną pogodą. Dlatego też po raz pierwszy jechaliśmy w deszczu. Niedogodności na drodze umniejszały nieco malownicze krajobrazy

Arizona

Arizona - prawie jak z tapety Windows XP

Osobiście od kilku dni zdumiewam się zróżnicowaniem krajobrazu Arizony. Żywiłem dotąd przekonanie, że jest to stan w zasadzie pustynny. Tymczasem są tu i rozległe, gęste lasy, i wysokie na kilkanaście tysięcy stóp, pokryte śniegiem górskie szczyty, choć rzecz jasna nie brakuje też porośniętych kaktusami stepów.

Arizona

Dziś, od podgórskiego miasta Prescott, jechaliśmy na południowy zachód krętą drogą, przedzierającą się przez malownicze góry. Zjechaliśmy w dolinę i, zgodnie z wytyczoną wczoraj trasą, odbiliśmy na Bagdad, bo tak nazywa się jedna z niewielkich osad zagubionych pośród pokrytych potężnymi głazami bezdroży. Tuż przed Bagdadem skręcić mieliśmy w lewo. I skręciliśmy w lewo, lecz niestety – jak się później okazało – zbyt wcześnie.

Arizona - mapa

Po kilku milach asfaltowa szosa zmieniła się w mniej przyjemną i przyczepną szutrówkę. Co jednak mieliśmy zrobić? Przekonani, że zdążamy we właściwym kierunku, brnęliśmy dalej. Może gdyby mapa Googla w telefonie działała (a nie działała, bo zasięg T-Mobile skończył się kilkadziesiąt mil wcześniej), zorientowalibyśmy się w porę, że coś tu nie  gra. A tak – jechaliśmy, wprawdzie z rosnącą podejrzliwością, ale też bez szczególnego zdenerwowania. Wręcz przeciwnie: zgubić się w Arizonie – jakaż to ekscytująca przygoda! Tym bardziej dla mnie, albowiem przewidując, że partrolmeni z hajłeja nie zapuszczają się w polne ścieżyny, zasiadłem za kierownicą samochodu.

Rail Crossing

Dopiero gdy dojechaliśmy do przejazdu kolejowego (choć na żadnej z naszych map nie było śladu jakiejkolwiek cholernej linii kolejowej) i skorzystaliśmy z ajfonowego kompasu, nasza pomyłka została oficjalnie potwierdzona.

Nie było już jednak najmniejszego sensu zawracać, intuicja podpowiadała, że niebawem dotrzemy do drogi posiadającej jakieś oficjalne oznaczenie. Tak też się stało – w kilkanaście minut później wjechaliśmy na trasę 89. Tę samą, którą polecał nam Google. Ostatecznie wyszło więc na jego.

Wikieup

Wikieup

Po kilku milach skręciliśmy na północ, na drogę prowadzącą do odwiedzonego już podczas jazdy na wschód Kingman. Zatrzymaliśmy się na tankowanie w miejscowości Wikieup, a w Kingman na obiad.

Highway Patrol

Hajłejowy patrolmen w akcji

Dalej pojechaliśmy już bez przygód. Około godziny później dotarliśmy do Lake Havasu City, odrobinę kuriozalnego kurortu, o którym napiszę jednak innym razem.

Dodaj komentarz