Palę Paryż (Allena)


Ernest Hemingway w Midnight in Paris poucza początkującego (jak piszą chłopcy na portalach: aspirującego) pisarza, że w sztuce najistotniejsza jest prawda. Tymczasem z filmów Allena ostatniej dekady wyziera jawny fałsz.

Czy przyjemne to? Owszem, owszem. Czy miło się ogląda? A tak, rzeczywiście. Czy wzrusza nas Allen? No, jakże on może nie wzruszać. A przecież z prawdą to nie ma nic wspólnego. Jego filmy są o czasach, których nigdy nie było, sprawach, które są współcześnie mało istotne, ludziach, których już nie będzie.

Oczywiście, pochwała eskapizmu, wezwanie do podążania za własnymi uczuciami etc. zawsze znajdą chętnych, a przede wszystkim – skłonnych zapłacić. Takoż proza Paulo Coelho. Jest to typowa postawa pasażera na gapę, odcinającego kupony od wysiłku milionów, uwięzionych w kieracie wyzysku, w kontyngentnej, a więc niezasłużonej i niezawinionej pułapce kasty, w której przyszło im się urodzić.

Tak, oskarżam Allena o bycie burżujem, a jego bohaterów o nieróbstwo. Nowojorski reżyser proponuje dzieła, które mają mamić i zapoznawać tragedię współczesnego świata. Jest to postawa wyjątkowo tchórzliwa i niemoralna: tak człowieka, jak i artysty. Współbrzmi za to dobrze z bełkotem tych, którzy mówią: nie można, nie wolno wymagać od ludzi heroizmu. Cóż za brednia świata łatwej anestezji! Po co istnieć, jeśli nie dla wyzwań które przekraczają siły?

Jedyne, co ma do powiedzenia Woody Allen A.D. 2011: zapomnijcie i bawcie się, permutujcie swoją ograniczoną erudycję. Naprawdę, z etyką ponowoczesną (a jej ujrzenia, w całym jej unbearability, domaga się Nasza Sytuacja) nie ma to nic wspólnego. I to sprawia, że Paryż-Arkadia Allena jest zupełnie zaniedbywalna.

Dodaj komentarz