Powrót do rzeczywistości?

20130302-020332.jpg

Cztery loty, trwające wraz z czasem oczekiwania 22 godziny, potrzebne były, abyśmy powrócili do kraju.

Pierwotna trasa Los Angeles – Chicago – Frankfurt – Poznań ostatecznie przybrała postać Los Angeles – Waszyngton – Frankfurt – Monachium – Poznań. Cudem jest, że nadane w Kalifornii bagaże po drodze, mimo dwukrotnych zmian trasy przelotu, nie zaginęły.

Szkoda, że my nie zaginęliśmy.

Powrót zupełnie nie cieszy. Będzie się nam próbowało wmówić, że wakacje nie mogą trwać wiecznie i trzeba wrócić do prawdziwego życia. Tego, które toczyło się tutaj, kiedy nas nie było.

Dwie obiekcje. Pierwsza: przekonanie o realności tej czy innej egzystencji oparte jest na bardzo lichej podstawie, którą stanowi przyzwyczajenie. Filozof David Hume przestrzegał przed błędem indukcji, ja skromnie tylko powtarzam za nim: fakt, że dzień po dniu żyjemy w Wolsce, nie nadaje naszej wolskiej egzystencji waloru rzeczywistości.

Z tego wypływa druga obiekcja. Rzeczywistość kalifornijska, arizońska, newadzka czy nawet jutańska nie jest mniej realna przez to, że leży daleko. Albo przez to, że w lutym, kiedy w Prawdziwym Wolskim Świecie trzeba zakładać kalesony i zrywać się o ciemnym poranku, na plażach Los Angeles kulturyści rozwijają swoje mnogie cepsy, a bezdomni zwijają namioty i pakują swój dobytek na marketowe wózki.

Rzeczywiste jest to, co postrzegane, a o bezalternatywności tego, co postrzegane decyduje brak dystansu. Daleka podróż daje ten dystans: wyjeżdżasz TAM z misją rozpoznania obcego świata, po czym wracasz TU zmieniony. TU stało się TAM: patrzysz na opuszczone niedawno przecież rzeczy z perspektywy etnografa, socjologa codzienności, antropologa, a może wręcz biologa ewolucyjnego. Wszystkie zwarcia, które wypełniają tę „tutejszą” codzienność, stają się schematami walki o przetrwanie. Walki absurdalnej o tyle, że jej celem jest przetrwanie TU.

Niestety, zdrowy stan dystansu mija, zwłaszcza kiedy wszyscy dookoła będą przekonywać cię, że może dobrze tam, gdzie nas nie ma, ale to tutaj jest Prawdziwe Życie. Nasuwa się kilka dedykacji dla takich besserwisserów, najbardziej elegancka z nich brzmi: to wspaniała okazja, żeby siedzieć cicho. I pomyśleć o tym, co realne.

Dodaj komentarz