Powrót do Twin Peaks

Widzowie, którzy spodziewali się, że David Lynch przywita ich w Twin Peaks kawałkiem ciasta z wiśniami i kubkiem cholernie dobrej kawy, musieli się srodze rozczarować. W erze prequeli, rebootów i remake’ów, Lynch nie mówi „Znacie? To posłuchajcie!”, lecz „Wydawało wam się, że znacie? To teraz ja wam dopiero pokażę!”.

Choć nie ulega wątpliwości, że samą możliwość nakręcenia trzeciej serii „Twin Peaks” David Lynch i Mark Frost zawdzięczają nostalgii, która opanowała w ostatnich latach przemysł rozrywkowy, skutecznie oparli się presji, by zaproponować nam sentymentalną podróż w odwiedziny do starych znajomych. Owszem, spotykamy znajome twarze, jednak, w odróżnieniu od dwóch pierwszych serii, akcja toczy się przeważnie w innych miejscach – Dakocie Południowej, Nowym Jorku – a w gronie bohaterów pojawiają się zupełnie nowe postaci.

Wyemitowany ponad ćwierć wieku temu, ostatni odcinek drugiej serii zakończył się szokującym cliffhangerem: Dale Cooper został uwięziony w Czarnej Chacie – alternatywnym wymiarze poza naszą rzeczywistością, swego rodzaju mateczniku tego, co złe. Szlachetnego agenta FBI zastąpił jego doppelgänger, „upiorny bliźniak” – wcielenie Boba, morderczego instynktu, odpowiedzialnego m.in. za zabójstwo Laury Palmer.

Na odpowiedź na pytanie, co wydarzyło się później, widzowie czekać musieli ponad 25 lat, przy czym niewielu z nich spodziewało się, iż Lynch zdecyduje się nakręcić kontynuację serii. Szczególnie, że jej prequel – pełnometrażowy film „Fire Walk With Me” – został przyjęty bardzo chłodno. (Tym bardziej zaskakuje fakt, że mroczny styl trzeciego sezonu „Twin Peaks” zdecydowanie bliższy jest właśnie nakręconemu w 1992 roku filmowi).

Przejdźmy jednak do konkretów. Jeśli kluczową kwestią pierwszej – i połowy drugiej – serii „Twin Peaks” było pytanie „Kto zabił Laurę Palmer?”, to w nowym rozdziale osią dramatyczną jest potencjalne zderzenie złego i dobrego Coopera. Ten pierwszy, jak można wnioskować ze szczątkowych informacji, ostatnie dekady spędził jako renegat, trudniąc się występkiem i zbrodnią. Przychodzi jednak czas, gdy ma powrócić do Czarnej Chaty, którą z kolei opuścić ma dobry Cooper. Dochodzi jednak do pewnej anomalii, w wyniku której podmiana się nie udaje: wprawdzie dobry Cooper opuszcza Czarną Chatę (wcielając się w żyjącego na przedmieściach Las Vegas Dougiego Jonesa), jednak w naszej (?) rzeczywistości pozostaje także zły Cooper.

To krótkie streszczenie narzuca opowieści pewną spójność i pomija dziesiątki wątków (lub ich sugestii), które będą (lub nie) rozwijane w kolejnych odcinkach serialu. Warto podkreślić, że Lynch i Frost zastrzegają, by 18-częściową serię traktować jak jeden, długi film. Zaskakujące jest jednocześnie to, jak bliski pozostaje Lynch estetyce swoich najwcześniejszych, eksperymentalnych dzieł – nie tylko pierwszego pełnometrażowego filmu „Eraserhead” (1977), lecz także krótkometrażowych, surrealistycznych obrazów, takich jak „Six Men Getting Sick (Six Times)” czy „Alphabet” z drugiej połowy lat 60.

W końcowej scenie czwartego odcinka grany przez reżysera agent Gordon Cole stwierdza metanarracyjnie: „zupełnie nie rozumiem, o co tutaj chodzi”. Zarazem jednak – podobnie jak my, wierni fani serialu – nie wydaje się być tym faktem szczególnie przejęty.

Dodaj komentarz