Priorytet i autentyczność

Hannah Arendt

Martin Heidegger pisał 10 stycznia 1926 roku do Hannah Arendt:

Zapomniałem o Tobie – nie wskutek zobojętnienia, nie wskutek zbiegu zewnętrznych okoliczności, ale dlatego, że musiałem o Tobie zapomnieć i będę to robił zawsze, ilekroć wkroczę na ścieżkę pracy wymagającej najwyższego skupienia.

Kładzie to kres spekulacjom dotyczącym rzeczywistego charakteru relacji łączącej tych dwoje myślicieli. Doświadczenie uczy, że autentyczne uczucie jest nieprzeparte. Niczym choroba owładnia rozum i ciało, niwecząc wysiłki „ja”, próbującego odzyskać panowanie w swoim domu. Redukuje do tęsknoty o niemożliwym do określenia wymiarze, trudno bowiem zdjąć miarę z tego, co bezbrzeżne.

Tradycja filozoficzna potępia emocje, przyznając priorytet rozumowi. Tylko to, co rozumne, jest prawdziwe, tylko działanie racjonalne jest autonomiczne, a zatem autentycznie wolne. Nieracjonalne pragnienia należy wyprzeć.

Wiemy jednak, że pragnienia wynikają z potrzeby, a ta jest wyrazem braku. Autentyzm uczucia ujawnia się w nieprzekazywalnej innym sile bezbrzeżnej potrzeby. W dławiącym braku pierwiastka niezbędnego do życia jako prostej, codziennej egzystencji. Nie w duchowym, metafizycznym cierpieniu, lecz w fizycznym, cielesnym paraliżu.

Siła filozofa, zdolnego porzucić myśl o ukochanej, by oddać się filozoficznej robocie, świadczy o słabości i nieautentyczności jego uczucia. Filozofa, dla którego, jak na ironię, jedną z podstawowych kwestii była autentyczność. Medice, cura te ipsum.