Problemy dostępu do dóbr kultury

To prawda, jego pierwsze książki były niezłe. Nie tylko ta pierwsza, doceniona przez resellerów podczas światowego festiwalu w Moguncji. Także kolejne tomy, zaskakujące zmiennością stylu i budzące podziw nonszalancją, z jaką autor przekraczał granice gatunków i łamał konwencje, jednoczyły w entuzjazmie publiczność i krytykę. „W przypadku tego pisarza nie sprawdza się powiedzenie, że każdy człowiek nosi w sobie książkę”, pisał recenzent „Times Literary Supplement”, „on zdaje się nosić w sobie całą bibliotekę”. Bardzo szybko nadeszły propozycje ekranizacji. Studia filmowe przeżywały oblężenie najwybitniejszych reżyserów, gotowych bić się o możliwość pracy z genialnym literatem.

Nieuchronnie nadejść musiało załamanie. Najpierw wprawił świat w osłupienie deklaracją o rezygnacji z dalszego tworzenia. „To moja ostatnia książka” – tak zatytułował swoje najdłuższe, bo liczące ponad 900 stron dzieło. Machiny marketingowe rozgrzały się do czerwoności, właściciele domów wydawniczych byli bowiem świadomi, że okazja zdyskontowania krótkiej i błyskotliwej kariery może się nie powtórzyć. Drukarnie pracowały nieprzerwanie, papiernie nie nadążały z dostawami. Media donosiły o protestach Joanne K. Rowling i Stephena Kinga, oburzonych faktem, że ich najnowsze powieści nie zdążyły trafić na półki przed świętami. „Ten skurwiel może być pewien, że w mojej następnej książce zjedzą go zombie”, miał wykrzyczeć swojemu wiecznie przerażonemu agentowi Mistrz Grozy.

Gdy „To moja ostatnia książka” trafiła wreszcie do rąk czytelników, nastąpiła konsternacja. Owszem, udostępnione wcześniej prasowym recenzentom fragmenty wskazywały na jeszcze jedną stylistyczną i tematyczną woltę pisarza…


ZOSTAŁO JESZCZE 2% TREŚCI
Wyślij SMS lub walnij się w głowę.