Sherlock: The game is afoot

Specjalny odcinek „Sherlocka” jest, jak cały ten serial, błyskotliwą grą z przebogatą tradycją literacko-filmową osnutą wokół postaci stworzonej przez Conan-Doyle’a.

Nie trzeba być „cumberbitch”, aby uwielbiać styl, w jakim Benedict Cumberbatch wciela się w słynnego londyńskiego detektywa. W najnowszej części cyklu, której akcja toczy się głównie w XIX wieku, wizualnie przypomina najgenialniejszego z oldskulowych Holmesów – Jeremy’ego Bretta. Poza tym jednak jest XXI-wiecznym sobą, co zresztą znajduje później swoje fabularne uzasadnienie.

Znów do czynienia mamy z nowatorską narracją, raz jeszcze zaskakują nas rozwiązania wizualne, a dialogi pomiędzy Sherlockiem, Watsonem i Mycroftem wciąż skrzą się dowcipem. Jednocześnie po raz kolejny pogłębiony zostaje rys psychologiczny głównego bohatera.

Szczególnie widać to w scenie finałowego starcia Holmesa z Moriartym. Ich odwieczny i wieczny pojedynek przeniesiony zostaje z poziomu starcia dwóch diametralnie odmiennych, lecz równie w swych profesjach biegłych osobowości do konfliktu wewnętrznego samego Sherlocka. Moriarty, jak sam stwierdza, jest wirusem, od którego Holmes nigdy się nie uwolni. „Napoleon zbrodni” to mrok w duszy i umyśle detektywa, antymateria towarzysząca materii jego jaźni. To także ciągnąca w dół słabość, której przeciwstawienie się jest jedynym sensem życia. Pod tym względem Sherlock nigdy nie wydawał się bliższy każdemu z nas.

„The Abominable Bride” służy jako łącznik pomiędzy 3. a 4. serią. Na kolejne odcinki poczekać będzie trzeba przynajmniej rok, głównie ze względu na nagromadzenie zobowiązań głównych aktorów, których produkcja BBC wywindowała do rangi filmowych megagwiazd. Tym większa należy się wdzięczność twórcom „Sherlocka”, Markowi Gatissowi oraz Stephenowi Moffatowi, że choć na chwilę zaspokoili głód fanów serialu.

Sherlock: The Abominable Bride
reż. Douglas Mackinnon

Dodaj komentarz