Slavoj Žižek i krytyka ideologii

Perwersyjny przewodnik po ideologiach Slavoj Žižek otwie­ra odwołaniem do filmu Oni żyją. Obraz Johna Carpentera z 1988 r. opowiada o bezdomnym mężczyźnie, przypadkowo odnaj­dującym okulary, dzięki którym dostrzec można przekaz ideologicz­ny, ukryty pod kolorowymi reklamami, krzykliwymi nagłówkami ga­zet i nobliwymi portretami martwych prezydentów, umieszczonymi na banknotach. I tak spoza reklamy koncernu informatycznego wy­ziera nagle wezwanie „Bądź posłuszny”, spod bilbordu zachęcającego do wypoczynku w tropikach – hasło „Pobierajcie się i rozmnażajcie”, zaś na banknotach dolarowych widnieje w istocie dosadna deklaracja wiary: „Oto twój bóg”. Nie posiadające magicznych okularów krytyki ideologii, nieświadome masy społeczne nie są w stanie rozpoznać ma­nipulacji, której ulegają.

Czego nie widać

Słoweńskiemu filozofowi medium filmowe służy za przedmiot ana­lizy, a zarazem środek, za pomocą którego ukazuje działanie stosowa­nych przez siebie narzędzi krytycznych. W jego przypadku jest to La­canowska psychoanaliza, lecz z równym powodzeniem, odwołując się do wybranych dzieł filmowych, objaśniać można istotę takich podejść jak krytyka postkolonialna, krytyka genderowa bądź dekonstrukcja. Wszystkie one są specyficznym sposobem lektury, usiłującym ukazać odmienne interpretacje, alternatywne wobec odbioru bezrefleksyjne­go – a więc właśnie ideologicznego. Według S. Žižka ideologią zaraża­my się bowiem mimochodem, czy może raczej ideologia jest właśnie tym, co przyjmujemy bez zastanowienia, uznając za normalne.

Sednem krytyki ideologii wydaje się być w związku z tym nieustan­ne kwestionowanie przekonania, iż to, co zwykłe (gdyż codziennie do­świadczane) jest jednocześnie neutralne. Ideologia nie musi docierać do nas przecież w formie nachalnej propagandy. Najczęściej, zwłaszcza w państwach demokratycznych, programowanie myślenia obywateli dokonuje się w sposób trudniejszy do zidentyfikowania. W tym pro­gramowaniu tkwi zresztą największe niebezpieczeństwo ideologii: od jej treści bądź formy niepomiernie groźniejsze jest wykształcanie przez nią automatyzmu myślenia. W efekcie nasze mniemania o świe­cie stają

Wykluczanie wykluczających

Pamiętać zarazem należy, iż nie istnieje perspektywa poznaw­cza pozbawiona mechanizmów kontroli dyskursu. Nawet te podej­ścia, które przedstawiają się jako najbardziej otwarte, pozostają śle­pe na pewne aspekty rzeczywistości i nietolerancyjne wobec innych dyskursów, próbujących podejścia te zakwestionować. Ci, którzy dziś protestują przeciw dominującemu dyskursowi, po przejęciu władzy sami zaczną stosować wykluczenie. Znaczy to zatem tyle, że żadna perspektywa nie może sobie rościć prawa do bycia finalną, nawet jeśli – posługując się językiem postmarksistowskim – zdobędzie chwilo­wą hegemonię. Za przejściowym tryumfem tej czy innej wizji zwykle nie stoi bowiem dająca się obiektywnie zmierzyć przewaga epistemo­logiczna. Przynajmniej od czasu publikacji prac Thomasa Kuhna wie­my przecież, że poszczególne wizje świata pozostają względem siebie niewspółmierne – niemożliwe jest stwierdzenie, która z nich lepiej opisuje i wyjaśnia rzeczywistość.

Dlatego coraz częściej ocena roszczeń perspektyw poznawczych dokonuje się w rejestrze aksjologicznym. To sprzyjanie – lub nie – danego podejścia określonym wartościom etycznym wydaje się być dla wielu decydującym (a niekiedy pierwot­nym i nieuświadomionym) kryterium wyboru tej bądź innej metody interpretacji rzeczywistości. Najgorzej, gdy przyjęcie lub odrzucenie danej perspektywy związane jest z panującą modą bądź klimatem intelektualnym i politycznym. Ulegając presji środowiskowej, chcąc wpisać się w chwilowe trendy, badaczki i badacze mogą utożsamiać się z pewnymi podejściami w sposób płytki i pozbawiony zrozumienia lub stosować je jako manifestację własnych przekonań politycznych. Także w ten sposób ideologia przenikać może do nauki.

Pochwała niespokojnego rozumu

Czy opisane wyżej problemy skłaniać nas zatem powinny do po­rzucenia wszelkich nadziei na uzyskanie wiedzy niezideologizowanej? A może, jeśli chcemy pozostać krytyczni wobec ideologizacji naszego postrzegania świata, zaakceptować musimy poznawczy relatywizm i indyferencję? Gdyby tak było, jedyną stabilną postawą byłby pogar­dliwy, sarkastyczny sceptycyzm. Lecz nie o to w nauce chodzi. Postawa krytyczna nie oznacza krytykanctwa, charakterystycznego dla okresu intelektualnej adolescencji. Immanuel Kant wskazuje, iż w procesie rozwoju rozumu ta młodzieńcza faza sceptycyzmu jest wprawdzie postępem wobec niemowlęcego dogmatyzmu, jednak dojrzałość daje dopiero ugruntowany krytycyzm. „Sceptycyzm”, czytamy w najważ­niejszym dziele filozofa z Królewca, „jest dla ludzkiego rozumu miej­scem wypoczynku, gdzie może on się zastanowić nad swą dogma­tyczną wędrówką i naszkicować plan okolicy, w której się znajduje, by móc w przyszłości obrać z większą pewnością swą drogę. Nie jest jednak miejscem zamieszkania na stałe, to bowiem da się znaleźć je­dynie w zupełnej pewności poznania czy to samych przedmiotów, czy też granic, w których obrębie jest zamknięte wszelkie nasze poznanie przedmiotów”. Inaczej jeszcze rzecz ujmując: dla niespokojnego, kry­tycznego rozumu, cel jest mniej istotny niż ruch.

W tym kontekście krytyka ideologii realizuje cele tożsame z filo­zofią – jest próbą wyćwiczenia w sobie cnoty ustawicznego zdziwienia rzeczywistością. Jednak nie dla wszystkich taki trwały stan niepokoju, stan permanentnego dysonansu poznawczego, będzie znośny. Nie­którym łatwiej jest uzbroić się w łańcuchy tautologii, przyswoić parę pojęć jak cepy, i z wyższości własnego dogmatu sądzić żywych i umar­łych. Niestety, i tego nie brakuje w pejzażu intelektualnym i ideowym współczesnej Akademii. Dlatego ciągle tak ważne jest budzenie ludz­kich rozumów, a przez to zapobieganie pojawieniu się (anty)intelektu­alnych demonów.

Dodaj komentarz