Śmierć aktora

Nie miał aparycji pierwszoplanowego bohatera, a grał główne role. Ale zapadał w pamięć nawet, jeśli pojawiał się na ekranie tylko na kilka minut. Po raz pierwszy zwróciłem na niego uwagę oglądając „Zapach kobiety”, w którym grał jednego ze szkolnych kolegów Chrisa O’Donnella. Ta rola na dobre rozpoczęła jego karierę.

Świetny w komediach, fantastyczny w dramatach. Niezwykle ciepły w rolach pozytywnych, odrażający, gdy grał postaci negatywne. Mimo że pojawiał się na ekranie dość często i otrzymywał najważniejsze nagrody (w tym Oscara za „Capote”), miałem wrażenie, iż pozostaje niedoceniony.

W mojej pamięci pozostanie przede wszystkim jako Brandt z filmu „Big Lebowski”, reżyser Caden Cotard z „Synecdoche, New York” oraz Phil Parma z „Magnolii”.

Philip Seymour Hoffman zmarł w wieku 46 lat i bardzo trudno w to uwierzyć.