To nie jest koniec

To nie jest koniec. Zimny ocean, nagość i lot w kierunku północnym. W stalowej burzy, sam, pozbawiony naturalnego światła, jestem czystą myślą, oczekującą zbawienia. I ono nadchodzi, w postaci długiej, nieprzerwanej ciszy.

Na początku unoszę się nad wodami, a Ziemia jest pusta. Każde spojrzenie jest aktem twórczym: poszerza przestrzeń. Lecz wraz z nią rośnie także ciężar odpowiedzialności. Pojmuję nareszcie, że nie my zabiliśmy Boga – on zginął przygnieciony głazem troski o własne, nieskończone stworzenie.

Lot zostaje przerwany. Nieludzkie macki pochwytują resztki tego, co kiedyś było moim ciałem i ostrożnie transportują na zewnątrz. Złożony zostaję w płytkim grobie. Niebo się otwiera i potok łez rozmiękcza pulchną glebę. Błoto zalewa moje szczątki. Mam odtąd spoczywać w anonimowej mogile na końcu świata. Stamtąd, z oddalenia, mogę nasłuchiwać pomruków nadchodzącej nawałnicy.

Mijają stulecia. Ludzkość funduje sobie kilka nuklearnych holokaustów. Gatunek wraca do epoki kamienia, przechodzi średniowiecze, renesans i oświecenie, wzlatuje do gwiazd, by z impetem i spalonymi skrzydłami spaść z powrotem na ziemię. Żadna wiedza nie może zostać przekazana, bo ginie wraz z kolejnymi cywilizacjami. Zanim archeolodzy nowego imperium zdolni są odczytać i zinterpretować odkopane artefakty swoich poprzedników, jest już za późno. Błędy są powtarzane, apokalipsa zachodzi cyklicznie. Zaklęty krąg nie może zostać przerwany. Zawsze gdzieś pozostaje ostatni człowiek – nowy Adam w sztafecie następujących po sobie ludzkości. Niestety, w sztafecie tej przekazywany jest następcom tylko gen autodestrukcji.

Lecz pewnego dnia, kiedy wszechświat będzie już bardzo stary, głos ludzki przestanie zakłócać ośrodek. Ostatnie gardła sczernieją w strumieniach toksycznego, padającego przez czterdzieści dni i nocy karmazynowego deszczu. Eksplozje termojądrowe wstrząsać będą planetą jeszcze kilka dekad – z wytchnieniem, jakie towarzyszy uświadomieniu, że gniewamy się na siebie już po raz ostatni.

Wraz z anihilacją człowieka brzemię wolności zostanie zdjęte ze świata. Pozostaną konsekwentne, choć nieujęte wzorami, prawa fizyki. Tej rzeczywistości nikt już nie będzie musiał opowiadać, nikt bowiem nie będzie musiał jej już rozumieć. Bóg będzie mógł zostać wskrzeszony.