Trzy kwestie krakowskie – Archeologia Popkultury

Trzy kwestie krakowskie

#1

Przy jednym stole w gabinecie naczelnego „Tygodnika Powszechnego” – miejscu, które Piotr Mucharski określił mianem „świętego świętych” – spotkało się kilka pokoleń redaktorów krakowskiego pisma: Józefa Hennelowa, pamiętająca pierwszy „Tygodnik”, to znaczy ten sprzed zamknięcia przez władze PRL za odmowę wydrukowania artykułu-nekrologu Stalina; Piotr Mucharski, w piśmie od 25 lat, jego obecny szef; Michał Okoński, pracujący tu od 1991 roku; Michał Kuźmiński, w zespole od 2005 roku. Dyskusja o tym, czym powinien być „Tygodnik”, czy jego legenda wymaga przypominania, czy może ważniejsze jest prezentowanie w każdym tekście kanonu wartości, a niekoniecznie ciągłe przywoływanie historycznego dziedzictwa. Mimo różnicy pokoleń i zdań, czuć zaangażowanie i świadomość ważnej misji. Kiedy rozpoczynamy rozmowę, drzwi otwierają się, z łoskotem przewracając oparte o nie, złożone krzesła. Jerzy Turowicz był tu gospodarzem przez pół wieku.

#2

Nocne rozprawianie o poezji w krakowskim „Dymie” to nie święte świętych, a grafomania grafomanii. Odbiór poezji wydaje się bardziej osobisty od odbioru prozy. A może to tylko wrażenie, związane z tym, że poezję czyta się rzadziej i w związku z tym z mniejszą pewnością siebie? Nieśmiałość mówienia o niej może być poczytana za niechęć uzewnętrznienia czegoś intymnego. Inna myśl: jeśli, jak twierdzi Derrida, niektóre teksty domagają się poprzez obecne w nich elementy literackiego odczytania, to poezja domaga się poetyckiego odczytania najbardziej jawnie, jest w obwieszczaniu swej poetyckości (począwszy od zwersyfikowanej formy) zupełnie bezwstydna. Chęć zdominowania odbiorcy, wymuszenia na nim poddania się konkretnemu trybowi lektury, może irytować i odrzucać.

#3

Krakowska, nieomal bezsenna noc, myśli uciekają daleko od pobliskiego Rynku. Melancholia czeka na takie momenty i napiera. Czy jest sens się przed nią wzbraniać? Pan doktor przypomina słowa Wańkowicza o skuteczności zwalczania pokus poprzez natychmiastowe im uleganie. Melancholia to nie pokusa, a pierwszy krok w stronę wewnętrznego rozpadu. Niektóre słowa nie pomagają. Niektóre znaki przestankowe miażdżą.